środa, 6 kwietnia 2016

Ad libitum*

We wtorkowy wieczór o 20.24 Natalia bierze głowę w swoje ręce i zadziwia się (nieustannie się zresztą zadziwia) skąd się tyle w niej mieści. I dlaczego głowa Natalii taka odporna się robi, gdy czołem ma bić w jedno wielkie NIE dane jej od świata i ludzi. Ale to tylko trzy litery, z paździerza zrobione w dodatku, więc boli mniej. Natalia pisze w trzeciej osobie liczby pojedynczej, idzie na łatwiznę, bo póki co, nie ma się czym od świata odgrodzić, jak tylko zaimkiem. Poza tym pójście na łatwiznę jest modne, zwłaszcza w pewnych kręgach, bo niby dokąd miałoby się pójść? Czasem do toalety i Żabki. W głowie Natalii, oprócz zadziwienia, mieści się zastanawianie, więc się zastanawia czasem na głos, czy spadanie też liczy się jako latanie?

- Tak, proszę pani - podpowiada Pan B. - jak najbardziej. - Ale gdy na pysk spadnę, a może już spadłam tylko nie czuję, bo umarłam, to też się liczy jako latanie? - docieka ona. - Kiedy na pysk pani spadnie to też się liczy - wtedy dopiero jest prawdziwy odlot - ekscytuje się Pan B.  - Dokąd? - nie odpuszcza Natalia. - A dokąd pani chce? - Do Chile. - Dlaczego akurat tam? - Pan B. zaciekawiony podnosi brew. - Bo tam mnie nie ma.

Natalia również zgadza się z Panem B., że ma nieustanną skłonność do dygresji, ponieważ już wtedy, kiedy była dzieckiem, często rysowała żyłę główną dolną i jej dopływy wraz z deltą, a potem zapominała po co. Ale, że wynikają z tego dobre rzeczy - nie wiedziała.  Sosny za oknem, proste jak życie, kołyszą się w takt wietrznej muzyki. - Świat jest szary. - wyznaje tajemniczo Pan B. - Jak to szary? - pyta Natalia i patrzy na zielone sosny, proste jak życie. - A widzi pani, żeby był czarno-biały? - No w sumie nie.

 - Niech się pani nie dziwi, że ludzie nie lubią, gdy się dzieli po równo i chce się mieć głos w swojej własnej sprawie. To pozostałości po ustroju monarchicznym - niektórym się przyśniło, że nadal mogą czymś lub kimś rozporządzać. - Jakże to?! Królową swojego życia nie mogę być? - Natalia nieco przygasa. - Ależ pani jest! I to nawet carycą Katarzyną. - ekscytuje się Pan. B. - Ale ona rozebrała Polskę, nawet trzy razy i była zepsutą nimfomanką! - oburza się Natalia.  - A to pardon, aż tak dobry z historii nie jestem.

- Wie pan czego chciałabym dla siebie? - dygresyjnie zmienia temat Natalia - Najpierw pokoju na świecie, bo wiem, że to nierealne, ale dzięki temu nie przestanę chcieć czegoś dla siebie i sumienie będę miała spokojne, że dla innych przy okazji też. - A w dalszej kolejności, czego by pani chciała? - Pan B. wytęża uszy. - Na przykład owczarka niemieckiego, bo do lasu z kotem nie pójdę. A tak z innej beczki: śniły mi się liczby importowane. - Co to takiego? - No właśnie nie wiem, dlatego cierpię. W ogóle cierpienie to takie ciekawe słowo, nie uważa pan? Człowiek już w momencie, kiedy je wypowiada cierpi z powodu tego „r”. - Tak, lepiej bym tego nie ujął, czuję się wręcz dźgnięty tym „r”, od razu mnie wszystko boli, nawet to, czego nie mam. 

- Niech pan sobie wyobrazi, że cierpienie to miejsce i pomyśli ile razy częściej niż do toalety, ludzie tam chadzają? - Faktycznie! Ale nie wiem dlaczego, gdy powiedziała pani, abym sobie wyobraził je jako miejsce, to stanęła mi przed oczami dziadkowa wiata na tytoń, w której musiałem co sezon siedzieć. - Hmm… jestem w stanie zrozumieć ten mechanizm, bo kiedy słyszę słowo cierpienie, pierwsze, co staje mi przed oczami, to niezbyt dojrzały ananas, po zjedzeniu którego miałam bąble na języku, a przecież w moim życiu zaistniały dużo bardziej spektakularne obrazy mnie cierpiącej. - Godna uwagi ta pani obserwacja. - Pan B. zamyśla się i nawiązuje kontakt wzrokowy z czubkami własnych butów. 

- Czy coś się da odprzeżyć? - udaje, że nie zna odpowiedzi Natalia. 
- Nie. - udaje, że ją zna Pan B.

O godzinie 20.56, to, co nie mieści się w głowie, Natalia umieszcza gdzie indziej. 


*Ad libitum (łac. według upodobania) – termin podawany w partyturze utworu muzycznego. Dopuszcza całkowitą swobodę w wykonaniu rytmu (rzadziej melodii) danego fragmentu.

grafika: pinterest

5 komentarzy:

  1. Podoba mi się Twoja swoboda:)

    Zamknęłam oczy, wypowiedziałam słowo "cierpienie" i zobaczyłam "nic"...ciekawe...

    Ściskam śpiąco w południe :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A słowo "cierpienie" jest zaskakująco pojemne semantycznie - mieszczą się w nim bąble po niedojrzałym ananasie, mieści się wszystko albo właśnie nic :) Odściskowuję znad kawy i kota :*

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak sobie myślę o moim miejscu-cierpieniu to widzę szkołę średnią. Istna męka mentalna i emocjonalna. Od razu życie robi się piękniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to samo - szkoła średnia = dziewięć kręgów piekła, niczym w "Boskiej komedii" Dantego. Brrr...

      Usuń