niedziela, 8 maja 2016

Wszystko w normie

Wszystko u mnie w normie. Plany na majówkę ambitne miałam. Chciałam się zaczytać na śmierć, ale rzeczywistość mnie reanimowała. Nic nie szkodzi. Zabiję się czytaniem kiedy indziej. Dużo ostatnio siedzę w Sobie. To taka knajpa, której nie ma, ale sporo się w niej dzieje, więc dobrze się tam siedzi i gdy urwie mi się film, to przynajmniej nikt mnie z niej nie wyrzuci. Z kalendarza robię użytek: na każdej stronie chcę równoważnikami zdań streszczać zwykłe życie i nie wiem, dlaczego tak się dzieje, że zdania wychodzą niezrównoważone, ale życie, choć niestreszczone, to jednak zwykłe.

Potem czytam ten mój kalendarz, a tam czarno na białym napisane, że to był całkiem żyzno-nieurodzajny dzień, że umiem ugotować trzy zupy, więc moje akcje na giełdzie matrymonialnych papierów wartościowych podskoczyły o jedną zupę, że lubię tę dziwną ciszę w biurze, gdy jestestwo siedzącej przy biurkach czwórki ludzi sprowadza się do ich oczu wpatrzonych w ekrany komputerów, że ekspres do kawy brzmi zupełnie jak kombajn z tłumikiem, koszący zboże, z którego potem wypieką chleb, a ja go zjem lub nie, że kot po mnie łazi w nocy i przez to śni mi się czarna Chinka robiąca mi masaż grzebieniem zrobionym z klocków Lego, że w przewodnikach o moim mieście nie ma nigdzie wzmianki o tej budzie z najlepszymi zapiekankami stojącej na Rynku, że chmury wyglądały jak wyspy, że lubię wąchać drewno ołówka, że jedząc seler naciowy, hałasuję codziennie na całe biuro, że biernie się wkurzam a chciałabym aktywnie i że mogłabym czasem tylko siedzieć i łuskać fasolę z Myśliwskim, ale jak na złość fasola już wyłuskana, w markecie w polimerowych workach leży, a Myśliwski na Ursynowie w Warszawie - w sumie też polimerowej - przy biurku siedzi i co najwyżej wyłuskuje litery z alfabetu na zupę ze słów.

Chodzę spać wcześniej. Ponoć to dla zdrowia i urody dobre, ale kolano mi trzeszczy i nie wypiękniałam - chyba bardziej już się nie da. Nie mam kur i nie wiem, czy chodzimy spać o jednej porze, ale o 22.00 wywracają mi się oczy do góry białkami i nogami, i te nogi mi się wywracają do góry palcami. Sny mam jak każdy - w normie. Na przykład dziś śniło mi się, że wracam do domu nocą i widzę psy tańczące w białym świetle latarni, a na płocie wisi transparent z napisem „Święto Psów”. Niosę dwa lewe sandały i patrzę zdziwiona na swoje nogi, a tam też dwie lewe stopy, na jednej napis offline, na drugiej online i jest mi wstyd, bo co sobie o mnie sprzedawczyni pomyślała w sklepie obuwniczym, gdy to zobaczyła.

No więc łażę w tym śnie i skręcam w zamyśleniu stopą online oczywiście w lewo i widzę mur wysoki, ale z tektury, a na nim cegły namalowane, wyciągam zapalniczkę i podpalam go. Za murem chór dzieci z dziurami w głowach z tutejszego gimnazjum śpiewa We don’t need no education…, a mnie paraliżuje strach, bo nie mogę sobie przypomnieć, czy zdałam maturę. Budzę się o czwartej nad ranem zlana potem i lecę szukać w papierach starych świadectw. Uff, zdałam. Gaszę lampkę, ale zasnąć nie mogę, bo podskórny niepokój mnie swędzi, że może jednak maturę mam niezdaną, a świadectwo podrobiłam. Postanawiam smsa napisać do kogoś i się upewnić, ale myślę sobie, że pewnie zajęty o czwartej nad ranem będzie i nie odpisze, a ja dalej z tym niepokojem leżeć będę w jednym łóżku, więc rezygnuję. Wychodzę do toalety, a gdy wracam na górę, widzę, że kot żuje to moje świadectwo maturalne i autografy na nim pazurami składa. Prawdziwe musi być, podróby by nie jadł - konkluduję zadowolona i idę spać.

Kolejny sen też w normie. Śni mi się, że kot podpowiada mi na maturze. Wszystko idzie dobrze, ale ostatecznie nas wyrzucają, bo ktoś zadzwonił z jakiegoś urzędu z informacją, że mój sąsiad ma dach z azbestu, przez co ja mogłam zostać napromieniowana wiedzą o treści zadań maturalnych. Nie pomagają moje tłumaczenia, że gdybym znała pytania wcześniej, to nie brałabym kota jako ściągi. Wracam do domu, ale po drodze spotykam listonosza, który wręcza mi list. Mówi, że otworzył go i przeczytał, bo w jego życiu nic się nie dzieje. Chcę go opierdolić, ale jednocześnie rzucam okiem na treść listu, a tam jest napisane, że adoptowano mnie z Brazylii, więc odpuszczam listonoszowi. Czuję nieznaczną ulgę, bo przynajmniej wyjaśnia się, dlaczego tak nienawidzę zimy.

Okna w domu zasłonięte biało-czerwonymi roletami. Słyszę „Jeszcze Polska nie zginęła…”, ale sama chcę zginąć, bo to wykonanie Edyty Górniak. Co robi Górniaczka w moim śnie? - dziwię się i nadal pozostając w ogólnym zadziwieniu brnę przez korytarze domu i podświadomości. Następnie wchodzę do pokoju. Przy półkach z książkami stoi Pan. B. i pakuje niektóre z nich do torby. - Co pan robi do licha i kurwy nędzy?! - drę się jak stare prześcieradło. - Konfiskuję niehigieniczne dla pani umysłu książki - z jakąś taką demoniczną dezynwolturą oznajmia Pan B., a ja patrzę jak w jego torbie znikają Dzieci z Bullerbyn i Idiomy hiszpańskie. To się nie dzieje naprawdę - myślę sobie szeptem, bo boję się, że Pan B. decybele myśli wychwytuje nawet, uszczypnie mnie i wszystko okaże się prawdą. Już chcę go zatłuc Słownikiem symboli Kopalińskiego, ale moją uwagę odwraca znajomy dźwięk, który wwierca mi się w mózg, jak południowokoreańskie techno. Skąd ja znam ten dźwięk? Już czuję, że mam odpowiedź na końcu języka, ale otwieram oczy i słyszę budzika pikpikanie.

Radość niewysłowiona ogarnia mnie, że to tylko sny nie bardzo strawne, bo może za dużo tego selera jem jednak. Do łazienki lecę, chlustam w twarz wodą lodowatą. Trzeźwieję z resztek snu, kac jawy nie boli, ale czuję jakiś ferment. Mimo wszystko cieszę się, że jednak czuję. 



6 komentarzy:

  1. Też kiedyś śniła mi się Edyta Górniak ;D
    Lubię śnić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię, tylko przez ostatnie tygodnie mam tak intensywne i obfitujące w wielowarstwową fabułę sny, że łaknę jakiegoś zwyczajnego, poczciwego i nudnego jak garsonka sąsiadki snu. :) :*

      Usuń
  2. Natalia, bardzo fajny blog. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie Marianie i również pozdrawiam:)

      Usuń
  3. za "siedzienie w sobie" biję pokłony Tobie! (rym częstochowski niezamierzony).
    ja rozumiem, że tam jest miło i względnie bezpiecznie, ale lud (ja znaczy) domaga się nowego wpisu, bo jest już lipiec, lato przyszło i ciekawam, jak znosisz upały na przykład ;)
    bo, że nocki dały Ci popalić, to już wiem. i te sny z Edzią, no nie wiem.
    pozdrawiam szeroko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz i masz - nowy post już hula :D :*

      Usuń